Terminator: Ocalenie jest świetny dla widzów, którzy nie oczekują zbyt wiele, z wyjątkiem akcji poza letnim filmem, ale poza tym nie jest tak świetny.
Recenzje MapleHorst Terminatorskie ocalenie
Gwoli ścisłości, nie jestem hejterem McG ani nie mam pretensji do załamania Christiana Bale’a. Zdaję sobie sprawę, że McG już na zawsze będzie prześladowany faktem, że wyreżyserował Aniołki Charliego - ale pokładałem w nim naprawdę duże nadzieje Terminatorskie ocalenie ... I poszukiwany żeby było wspaniale.
Niestety, tak nie jest.
Dlaczego pomyślałem, że ten długo oczekiwany dodatek do Terminatora seria filmowa miała szansę stać się świetną nawet jak kula śnieżna? Ponieważ miałem poczucie, że McG chciał udowodnić, że może tego dokonać. Chociaż wiele osób uważa, że jego film Jesteśmy Marshallem nie jest wcale takie wspaniałe, naprawdę mi się podobało i pokazało mi, że naprawdę mógłby nakręcić film z postaciami, na których można by zależało.
Ale niestety, to prawda Dokładnie czego brakuje Terminatorskie ocalenie .
Film rozpoczyna się w 2003 roku, gdy Marcus Wright (Sam Worthington) przebywa w celi skazanej na karę śmierci, na kilka godzin przed egzekucją. Odwiedza go naukowiec chory na raka (Helena Bonham Carter) i chce, aby oddał swoje ciało nauce. Wydaje się, że desperacko pragnie nakłonić go do podpisania umowy, a on nie jest dla niej zbyt serdeczny, pomimo jej i jego sytuacji.
Już na początku filmu pojawiają się pierwsze problemy – dlaczego ona tak bardzo pragnie, żeby właśnie on oddał swoje ciało? Czy dziesiątki ludzi nie mają w portfelach kart do dawstwa narządów? Do tego dochodzi jego tajemnicza przeszłość – jest odpowiedzialny za śmierć swojego brata i dwóch policjantów… Żadna z tych rzeczy nie została nigdy wyjaśniona w filmie (ani w prequelu powieści, który czytałem).
Od tego momentu film wskoczy do naprawdę dobrej akcji w 2018 roku. Nie zdradzę niczego poza tym, że powiem, że niemal natychmiast widzimy Christiana Bale'a w roli Johna Connora i jest on zaangażowany w misję, która kończy się niezbyt dobrze. W ogóle. Bardzo satysfakcjonujące pierwsze spojrzenie w przyszłość, w tym fantastyczna akcja i fajne efekty wizualne/ujęcia kamery.
W rezultacie ruch oporu (w tym momencie nie prowadzony przez Connora) znalazł sposób na pokonanie Skynetu. Connor zgłasza się na ochotnika do przetestowania go na małą skalę przed wielkim ruchem przeciwko centrali Skynet. Jednak ten wątek fabularny schodzi na dalszy plan w stosunku do historii Marcusa Wrighta i jego związku z młodym Kyle’em Reese’em (Anton Yelchin). Dla nie-fanów Reese to człowiek, który został wysłany w przeszłość, aby uratować Sarah Connor i jest ojcem Johna Connora. W momencie, w którym rozgrywa się ten film, dzieje się coś, co jeszcze się nie wydarzyło (boli Cię już głowa?).
Nie wydaje się, żeby Marcus w ogóle się zestarzał, choć minęło już 15 lat, a wokół niego kryje się tajemnica. Spotyka Kyle’a i młodą dziewczynę, którą wziął pod swoją opiekę, i bardzo niechętnie się z nimi zgadza, ponieważ tak naprawdę nie wie, co się dzieje – a Reese zrobił uchroni go przed zabiciem przez T-600 (jest to większy i masywniejszy poprzednik T-800, znany również jako Schwarzenegger Terminator).
Film ostatecznie łączy Wrighta i Connora za pośrednictwem pilota ruchu oporu Blaira (Moon Bloodgood). Głównym problemem filmu jest kwestia zaufania i konfliktu między nimi.
(kontynuuj, aby uzyskać werdykt...)
Strasznie wyglądający T-600 z Terminatorskie ocalenie
Więc co było dobre?
Sceny akcji robią wrażenie – szczególnie podobał mi się fakt, że (o ile wiem) w filmie wykorzystano sporą liczbę fizycznych modeli i rekwizytów. Oczywiście było sporo CGI, ale ogólnie uważam, że zostało zrobione dobrze – w przeciwieństwie do najwyraźniej niedostatecznie renderowanych efektów w Rosomak . Podobał mi się także wygląd filmu... rozmyte tony i prawdziwy sens świata, w którym usunięto radość.
A co z różnorodnością Terminatorów? Osobiście mi się podobały. Dla mnie sensowne było posiadanie różnych robotów do różnych zadań... i właściwie w świetle tego modelem Terminatora, który miał NAJMNIEJ sens w filmie, był T-600. Był zbyt duży, aby można go było pomylić z człowiekiem, miał gumową skórę, a większość z tych, które widzieliśmy, nie miała jej nawet zbyt wiele. Przypuszczam, że można powiedzieć, że Skynet „ćwiczył”, dopóki nie wyszło mu dobrze z T-800… W każdym razie BYLI onieśmielający i wspaniale było widzieć, jak funkcjonują w swoim własnym żywiole, na otwartej przestrzeni.
Uważam, że Sam Worthington był jedną z najlepszych postaci w filmie, ale nawet z nim były problemy (o czym za chwilę). Była jeszcze jedna rzecz, która była świetna, ale nie chcę zdradzać niczego więcej.
Sam Worthington i Moon Bloodgood w Terminatorskie ocalenie
Co nie było takie dobre?
Ten film po prostu nie miał duszy. Poza postacią Worthingtona nie utożsamiałem się z nikim w tym filmie ani specjalnie mnie to nie obchodziło. zwłaszcza Johna Connora. Nie mam wątpliwości, że Christian Bale jest dobrym aktorem, wydaje się jednak, że utknął w permanentnym trybie Batmana. Nawet jeśli powinien okazywać emocje, wydaje się zimny i zdystansowany, a zachrypnięty głos Batmana wydaje się nie znikać. Zaryzykuję nawet stwierdzenie, że został źle obsadzona w tej roli.
Wróć myślami do Terminatorze 2 gdzie zrobili krótką retrospekcję przedstawiającą Connora na polu bitwy w przyszłości (to był Michael Edwards, jeśli się zastanawiasz) – z pewnością wyglądał na twardego i bliznę po bitwie, ale przez tę krótką chwilę, kiedy go widzieliśmy, wydawał się… . przemyślany. Jak rozgarnięty facet, którego wepchnięto w tę pozycję i żył z tym przez jakiś czas. Bale po prostu sprawia wrażenie twardziela i po prostu do mnie nie przemawia.
Christian Bale w roli Johna Connora
Następnie jest Marcus Wright. To postać, na której najprawdopodobniej faktycznie ci zależy, ale jest to także postać, która czuje się wepchnięta w mity i która w ogóle nie pasuje do filmu. Nigdy nie otrzymujemy jasnego wyjaśnienia jego pochodzenia ani szczegółów dotyczących powstania jego tajemnicy w odniesieniu do istniejącej technologii Cyberdyne/Skynet.
A co z Antonem Yelchinem w roli Reese? Wykonał całkiem przyzwoitą robotę i byłem zaskoczony, jak udało mi się go kupić jako nastoletniego Kyle’a. Jednak myślę, że problem leży w scenariuszu – po prostu nie było w nim wystarczająco dużo, abyśmy mogli go poznać lub nawiązać z nim więź. Właściwie przez cały film wydaje się, że jedyne, co dostajemy, to krótkie zdania dialogów od większości ludzi. Wystąpiła także Bryce Dallas Howard w roli Kate Connor, żony Johna… pełniła jedynie funkcję dekoratora okien i wydawało się, że pojawiła się w filmie wyłącznie po to, aby zademonstrować ciągłość ustanowioną w Terminatorze 3 .
Aha, i jest w ciąży. Wizualnie jest to oczywiste, ale w filmie nawet do tego nie odniesiono się ani nie uwzględniono. Spróbuj odpowiedzieć na pytanie: „Jak wychowywać dziecko w takim świecie” lub coś . Jeśli nie masz zamiaru powiedzieć na ten temat czegoś istotnego, po co w ogóle zawracać sobie głowę zajściem w ciążę?
Jeśli wiesz co o tym myślę Transformatory , wiecie, że nie jestem fanem łączenia młodzieńczego humoru z poważną akcją, ale w poprzednich filmach udało im się zmieścić tu i ówdzie odrobinę odpowiedniego humoru. Tego całkowicie brakuje w tym filmie – jest po prostu poważny i przygnębiający przez cały czas.
Raper „Common” ledwo pojawił się w filmie na tyle długo, aby zarejestrować jakąkolwiek notatkę na temat swojego występu, ale przynajmniej dowiedzieliśmy się czegoś o Moon Bloodgood.
Wreszcie film tak naprawdę niczego nie rozwiązuje. Jasne, rozumiem pozostawienie sprawy otwartej na kontynuacje (które, szczerze mówiąc, mam przynajmniej nadzieję, że będą miały różnych autorów), ale pod koniec filmu pomyślałem: „No i po co?”.
Jeśli więc szukasz typowego letniego hitu akcji, prawdopodobnie ci się spodoba – ale jeśli szukasz filmu, który dorównuje dwóm pierwszym, myślę, że będziesz rozczarowany Terminatorskie ocalenie .