Pasja Chrystusa to brutalny, poruszający i otwierający oczy obraz tego, co Jezus wycierpiał, aby zapłacić za nasze grzechy.
Pasja Chrystusa to brutalny, poruszający i otwierający oczy obraz tego, co Jezus wycierpiał, aby zapłacić za nasze grzechy, co mogłoby zająć trochę czasu na opisanie DLACZEGO był prześladowany.
Zacznę od tego, że nie sądzę, że będzie to recenzja obiektywna. Gdyby to był proces, a nie film, nie zostałbym wybrany na członka jury, ponieważ z pełną mocą przyjąłem wszystkie przedpremierowe doniesienia i histerię, co wpłynęło na mój odbiór filmu.
Po drugie, jeśli masz dzieci w wieku poniżej 10 lat, NIE ZAPRASZAJ JĄ NA TEN FILM. Czy to jest dla ciebie wystarczająco jasne? A jeśli masz nastolatki, obejrzyj najpierw sam.
Przyszedłem przygotowany na rozdzierającą przemoc i brutalność (które nie są mi obce, od najmłodszych lat jako fan slasherów), a także przygotowany na wyrażenie mojej opinii na temat tego, czy jest to film antysemicki (co uważałem za nie byłoby).
Ostatnia część subiektywizmu wynika z faktu, że tak, jestem chrześcijaninem, więc trudno mi sobie wyobrazić oglądanie tego filmu jako ateista/agnostyk/czciciel pet-rocka czy cokolwiek innego (więc, czy poczułeś się już urażony?).
Zanim zacznie się to czytać jak recenzję Harry’ego Knowlesa, pozwólcie, że dojdę do rzeczy…
Mela Gibsona Pasja Chrystusa to niesamowity film. Całkowicie mnie wciągnęło, zwłaszcza po mniej więcej pierwszym półgodzinie, podczas którego przez większość czasu bałam się nadchodzącej przemocy, o której tyle słyszałam. Język aramejski zraził mnie w sumie na 2 sekundy, po czym dodał filmowi tyle autentyczności, że jest niesamowity. (Na marginesie, właśnie obejrzałem kilka minut programu „Judas” w ABC wypowiedzianego współczesnym angielskim z amerykańskim akcentem. Co za bzdury.)
Można ten film niemal oglądać bez napisów, ale wtedy umknęłoby mu subtelność dialogów, które w niektórych momentach różniły się od tego, czego można by się spodziewać. Języki były tak bogate i wniosły tak wiele do filmu… cóż, przestanę się powtarzać.
Zdjęcia, zwłaszcza w ogrodzie na początku filmu, sprawiały, że film wyglądał niemal jak ze snu... a pomysł wprowadzenia nieco przerażającego androgynicznego Szatana, choć nieobecnego w przekazach biblijnych, bardzo skutecznie zapewnił nam antagonistę, którego mógłby połączyć się z.
Zdrada Judasza, znowu bardzo dobra robota. Przejście od chciwości do niepokoju z powodu tego, co zrobił, było wiarygodne. To, co naprawdę mi się nie podobało (a czytałem o tym wcześniej), to wykorzystanie dzieci do reprezentowania demonów w filmie. Myślę, że Mel Gibson całkowicie zszedł z tego pomysłu. Po prostu wydawało mu się to niewłaściwe i mógł z łatwością zmienić coś drobnego w scenariuszu i zamiast tego sprawić, że dorośli będą dręczyć Judasza. Dzieci były dla Jezusa święte i niewinne, a bardziej prawdopodobne byłoby, że dorośli (grzesznicy) będą w filmie naczyniami dla demonów.
Kreacja Poncjusza Piłata również zaszkodziła wiarygodności filmu poprzez wyobrażenie o nim osoby zamyślonej, wahającej się przed ukaraniem Jezusa, choć historia pokazuje, że w rzeczywistości był on dość brutalny.
Jeśli chodzi o antysemityzm? Daj mi spokój. Jeśli ktoś powinien narzekać na ten film, to powinni to być Włosi z portretem rzymskich żołnierzy. Każdy, kto wyszedłby z tego filmu z nienawiścią do Żydów, jest idiotą. W filmie było jasne, że nie WSZYSCY Żydzi chcieli śmierci Jezusa. Właściwie wydawało się, że na status quo skorzystali głównie ci, którzy mieszkali w mieście.
I oczywiście mamy tortury Chrystusa. Tak, to było brutalne i trudne do oglądania. Był jeden moment szczególnie, kiedy fizycznie skuliłem się na siedzeniu. Czy było to skuteczne? Tak. Czy było to konieczne? Jako (niedawno wybity) chrześcijanin mówię... zdecydowanie.
Mnie (i przypuszczam, że wielu innym) historia ukrzyżowania jest dobrze znana, lecz pomimo intelektualnej świadomości tego, czym ona była, jej realnością i tym, co do niej doprowadziło, jest trudna do zrozumienia. Historia ta przypomina niemal przypowieść, w której opowiada się ją nie odczuwając jej człowieczeństwa.
Według mnie właśnie tego dokonał Mel Gibson Pasja Chrystusa . Dzięki jego filmowi zrozumiałem na emocjonalnym poziomie, jak ogromną ofiarę złożył Jezus dla ludzkości. Tak, to tylko film i interpretacja Mel, ale przywołał wizję poziomu cierpienia, jakie przeszedł Chrystus. Chętnie, mógłbym dodać, i z wyrzutami sumienia za tych, którzy zadali mu ból.
O ile większy i ponad nas jest Jezus, stało się oczywiste, gdy był na krzyżu. Słyszałem: „Wybaczcie im, bo nie wiedzą, co czynią”. wiele razy… ale w kontekście filmu czułem się naprawdę marnie, gdy tam siedziałem i próbowałem zmusić Jezusa, aby strzelał wiązkami laserowymi z jego oczu, aby usmażyć jego rzymskich oprawców.
Szkoda, że nie poświęcono więcej czasu na to, jak i dlaczego Jezus znalazł się w takiej sytuacji... coś więcej, co mogłoby pokazać w kontekście filmu, dlaczego był gotowy przejść przez cały ten ból dla ludzkości. Jasne, było kilka retrospekcji, ale skurczyły się one do nieistotnego znaczenia w całym filmie.
Nie wiem, jak zareagują na to niewierzący, ale dla mnie było to potwierdzenie i umocnienie wiary.
Nie dam mu gwiazdek ze względu na moje odczucia co do wykorzystania w filmie dzieci i braku fabuły dla tych, którzy nie są zaznajomieni z tym, dlaczego Jezus był gotowy umrzeć na krzyżu.