Chociaż zakończenie było nieco źle poprowadzone, Moonrise Kingdom pozostaje – w większości – perełką filmu.
„Dorośli” z „Królestwa Księżycowego Wschodu”
Chociaż zakończenie było nieco źle poprowadzone, Moonrise Kingdom pozostaje – w większości – perełką filmu.
Kiedy recenzowałem Fantastyczny Pan Lis kilka lat temu zaliczałem się (wówczas) do obozu tych, którym nie podoba się kreacja filmowa reżysera Wesa Andersona. Z Fantastyczny Pan Lis Anderson wyraźnie skręcił za rogiem, łącząc swoje wysokie brwi z odrobiną dziecięcej zabawy, aby stworzyć coś jednocześnie młodzieńczego i zabawnego, a jednocześnie wnikliwego i dowcipnego na poziomie dorosłego. Królestwo wschodzącego księżyca , z dumą mogę donieść, posuwa ten nowy trend w ewoluującym stylu filmowca o krok dalej i tylko pogłębia mój rosnący szacunek dla umiejętności Andersona zarówno jako scenarzysty, jak i reżysera.
Fabuła obraca się wokół romansu młodych kochanków Sama (Jared Gilman) i Suzy Bishop (Kara Hayward). Oboje mieszkają na wyspie u wybrzeży Nowej Anglii – w małym świecie, który dosłownie definiuje się jako „miasto z jednym radiowozem”. Sam (sierota) i Suzy (zmartwiona czarna owca w jej rodzinie) natychmiast łączą się w związku ze swoim wspólnym statusem dziwacznych outsiderów, a następnie, w trakcie rocznego romansu korespondencyjnego, obmyślają bezczelny plan ucieczki razem.
Kiedy dzieci znikają, łączą się z nimi różni dorośli – mistrz skautów Ward (Edward Norton), stróż prawa o ponurej twarzy Kapitan Sharp (Bruce Willis), „Social Services” (Tilda Swinton) oraz akademiccy rodzice Suzy, Laura (Frances McDormand) i Walt (Bill Murray) – wszyscy próbują zorganizować grupę poszukiwawczą/ratunkową/schwytującą. Jednak Suzy i Sam nie są w niebezpieczeństwie – tak naprawdę, odnaleźli miłość i wolność, nie mogliby być szczęśliwsi. Ale dla dwojga zbiegłych kochanków niewiele ma miejsca w świecie, w którym „normalność” jest status quo – nawet jeśli życie w tym status quo prowadzi do głębokiego poczucia nieszczęścia (uczucia, które dorośli na wyspie są aż nazbyt dobrze zaznajomione).
Królestwo wschodzącego księżyca porusza typowy temat filmów Wesa Andersona (wyparty niepokój i/lub rodziny dysfunkcyjne), ale łączy te elementy z młodzieńczą żartobliwością Fantastyczny Pan Lis . Oprócz tego, że film jest wspaniały wizualnie pod względem fotografii i zdjęć (zrealizowany przez długoletniego współpracownika Andersona, Roberta D. Yeomana), film ma kompozycję Mise-en-scéne, która jest jednocześnie oszałamiająco wyrafinowana i przezabawnie zabawna. Prawie wszystkie ujęcia zawierają jakiś rodzaj wizualnego knebla, symboliki lub ikonografii – często wszystkie trzy na raz. Pozbądź się ostrych dialogów i zniewalająco pięknej ścieżki dźwiękowej – obejmującej wszystko, od klasyków z orkiestrą i aranżacji chórów wokalnych po francuski pop z lat 60. – a nadal pozostaniesz z filmem, który opowiada zabawną i interesującą historię wyłącznie za pomocą elementów wizualnych.
Wszyscy dorośli członkowie obsady to wielokrotnie nagradzane/nominowane talenty, ale proszeni są (i łaskawie zobowiązani), aby zejść na drugi plan, aby dwójka młodych głównych bohaterów – Gilman i Hayward – mogła zabłysnąć. I olśnijcie dwójkę młodych ludzi, jako doskonałe męskie/żeńskie fizyczne i emocjonalne ucieleśnienia dziwacznego outsidera – te świetliste ekscentryczne osobowości, które nie do końca pasują do ram „normalności” narzuconych przez amerykańskie ideały społeczne (i prawdopodobnie jest im z tego lepiej ). Dwoje młodych głównych bohaterów z powodzeniem dźwiga film na swoich ramionach i sprawia, że romans Sama i Suzy staje się porywającym i uroczym romansem (z wyjątkiem jednej sceny naładowanej seksualnie, która może zniechęcić niektórych widzów); jednakże pomagają im także inni młodzi animatorzy – mianowicie oddział młodych (Eagle?) zwiadowców wysłanych na polowanie na Sama i Suzy, którzy sami dostarczają wielu zabawnych i czarujących chwil.
„Dorośli” z „Królestwa Księżycowego Wschodu”
Zestawienie znanych dorosłych aktorów równie dobrze odgrywa swoje role, nadając odpowiednią tonację i głębię postaciom, które z łatwością mogłyby zachować równowagę tonalną pomiędzy humorem i dramatem, jaki tworzy Anderson. Norton jest szczególnie zabawny w roli militarystycznego, ale naiwnego mistrza skautów, a Willis świetnie naśladuje swoją osobowość twardziela z filmów akcji, grając gliniarza, który jest raczej smutnym człowiekiem, a nie twardzielkiem. Choć ich role są nieco mniej wyraźne, McDormand i Murray przywołują mocne (choć subtelne) portrety małżeństwa, którego więź jest głęboko zerwana. Nie zdradzając szczegółów, jest kilka świetnych występów innych aktorów (tj. Jasona Schwartzmana), którzy albo naśmiewają się, albo nawiązują do swoich wcześniejszych ról ekranowych.
Anderson po raz kolejny połączył siły ze swoim Darjeeling spółka z ograniczoną odpowiedzialnością współpracownik Romana Coppoli (syn Francisa Forda, brat Sophii, kuzyn Nica Cage’a) przy napisaniu scenariusza Królestwo wschodzącego księżyca i ta para wykonała znakomitą robotę. W filmie pojawiają się dialogi, które są zarówno cytowane, jak i mądre, a od czasu do czasu pojawiają się dowcipy i dowcipy, które uderzają w wielopoziomowy humor. Nawet w tych kilku momentach, gdy sprawy stają się poważne, Anderson i Coppola pomijają melodramatyczny monolog i skutecznie przechodzą od sedna sprawy za pomocą zwięzłych, ale efektownych wersów, które wyrażają wiele emocji i myśli w zaledwie jednym lub dwóch mistrzowsko przygotowanych zdania (patrz: sceny pomiędzy McDormandem i Murrayem).
Jason Schwartzman w „Królestwie wschodu księżyca”
Ze wszystkimi swoimi dobrymi stronami, Królestwo wschodzącego księżyca kończy się potknięciem o linię mety. Sprawy się przeciągają w trzecim akcie, a kiedy już tam dojdzie, skupienie narracji i kompozycja sceny wydają się nieco zagmatwane, gdy historia oddala się od młodych bohaterów i skupia na otaczających ich dorosłych. Oglądania Murraya, Nortona, Willisa, Swintona i McDormanda dzielących razem ekran nie można nazwać zły Rzecz w tym, że ich charaktery i interakcje nie są tak wciągające i interesujące jak szalony romans Sama i Suzy. Sprawy w końcu zmierzają do zbyt kreskówkowej i zbyt dramatycznej kulminacji, która wydaje się jeszcze bardziej nie na miejscu, biorąc pod uwagę ścisłą kontrolę, jaką Anderson utrzymuje przez poprzednie trzy czwarte filmu.
Chociaż wniosek został nieco źle sformułowany, Królestwo wschodzącego księżyca pozostaje – w większości – perełką filmu i wyraźną wskazówką, że Wes Anderson z wiekiem staje się coraz lepszy (zarówno jeśli chodzi o kultywowanie młodzieńczego ducha zabawy, jak i rozwój dzięki swojemu doświadczeniu filmowemu).
Królestwo wschodzącego księżyca obecnie gra w limitowanej wersji kinowej. Ma ocenę PG-13 pod względem treści seksualnych i palenia.