Recenzja „Grand Budapest Hotel”.

Jaki Film Można Zobaczyć?
 
Opublikowano 21 marca 2014 r

Podkręcenie licznika Wesa Andersona do 10 w hotelu Grand Budapest sprawia, że ​​film jest wspaniałą celebracją wszystkiego, co twórca reprezentuje i jest mu bliskie.










Podkręcenie licznika Wesa Andersona do 10 w hotelu Grand Budapest sprawia, że ​​film jest wspaniałą celebracją wszystkiego, co twórca reprezentuje i jest mu bliskie.

Wielki hotel w Budapeszcie Akcja rozgrywa się w fikcyjnym europejskim państwie alpejskim znanym jako Republika Żubrówki. Jest rok 1932, kraj stoi na skraju wojny, a młody Zero Moustafa (Tony Revolori) pracuje jako lobbysta w tytułowym hotelu – luksusowej posiadłości prowadzonej przez M. Gustave’a H (Ralph Fiennes), wybrednego, ale uroczego i niezwykle przyzwoity człowiek, który spędza całe dnie na utrzymywaniu ( intymny ) firma z najbogatszym, najstarszym, hotelowym, I najblondsi goście.



Kiedy starsza Madame D (Tilda Swinton), z którą Gustave był bliskim towarzyszem przez prawie dwie dekady, umiera, Zero i jego szef znajdują się w centrum burzy, która dotyczy karczujących pieniądze krewnych Madame D, co jest bezcennym obrazem. oraz fałszywe oskarżenia, że ​​Gustave jest odpowiedzialny za śmierć zmarłej Madame, w wyniku czego ceniony konsjerż hotelu Grand Budapest trafia do więzienia. Zero, z pomocą dziewczyny z piekarni Agathy (Saoirse Ronan), która skradła jego serce, stara się wyciągnąć Gustave'a z więzienia i pomóc swojemu ekscentrycznemu przyjacielowi w udowodnieniu jego niewinności.

Ralph Fiennes i Tony Revolori w „Grand Budapest Hotel”






Wyjaśnijmy sobie jedną rzecz: Wielki hotel w Budapeszcie można najlepiej podsumować jako najbardziej (z braku lepszego określenia) Wes Anderson-y film, który albo Wes Anderson – albo ktokolwiek , jeśli o to chodzi - dokonał do tej pory; tym, którym spodobały się jego poprzednie filmy Królewscy Tenenbaumowie , Fantastyczny Pan Lis I Królestwo wschodzącego księżyca nieprzystające do ich gustów, nie muszą nawet się tym przejmować rozważać innymi słowy stosując.



Jednakże miłośnicy Andersona – i ci, którzy przez lata docenili jego rzemiosło – mogą znaleźć Wielki hotel w Budapeszcie za zachwycającą kinową słodycz, która łączy w sobie tradycyjne europejskie elementy szaleństwa ze zwykłą techniczną finezją Andersona, uzyskując pozytywny efekt. Stylistycznie Anderson niewiele robi, aby wynaleźć koło na nowo, ale nadrabia to, w pełni czerpiąc z młodzieńczego ducha (który w ostatnich latach zaczął coraz bardziej definiować jego twórczość) i dostarczając uroczą historię z silnym humanistycznym rdzeniem – dając powstał zabawnie lekceważący, a jednocześnie subtelnie przejmujący film, który wciąż wydaje się tak osobisty, jak każdy inny film Andersona do tej pory.






Edward Norton w „Grand Budapest Hotel”



Scenariusz Andersona – oparty na opowiadaniu przypisywanym brytyjskiemu ilustratorowi i pisarzowi Hugo Guinnessowi (który wcześniej współpracował z filmowcem) – czerpie inspiracje z literatury słynnego austriackiego pisarza Stefana Zweiga z początku XX wieku. Wierny tej inspiracji, Wielki hotel w Budapeszcie to fabularyzowana, ale wnikliwa przypowieść o powstaniu faszyzmu w Europie w latach trzydziestych XX wieku (torując drogę II wojnie światowej) i wynikającym z niego upadku wartości kulturowych/społecznych. Narracja ma bardzo luźną strukturę (być może z pewnym błędem), mimo że żartobliwie podważa tradycję naukową, a mimo to szczerze odzwierciedla ugruntowane wpływy francuskiej nowej fali Andersona (np. film wyznaje przyjemność wyrażania siebie i piękno istnienia zamiast obojętności kulturą i uczuciami) – a wszystko to podszyte melancholią, która pojawia się wraz z wiekiem i doświadczeniem.

Wielki hotel w Budapeszcie jest również wyraźnie „andersonowski” z technicznego punktu widzenia – co w tym przypadku jest zarówno dobre, jak i złe. Charakterystyczny dla reżysera szczegółowy projekt produkcji, symetryczna kompozycja i nostalgiczna dziwaczność (przykład: wykorzystanie stylizowanych miniatur/modeli) zapewniają ucztę przyjemnych kolorów i obrazów, z wieloma ukłonami w stronę klasycznego kina. Są jednak chwile, kiedy można wręcz poczuć precyzyjnie kontrolowane ruchy kamery i kadrowanie zbyt zwężający się; ta wizualna precyzja czasami koliduje z radosnym tonem i zawrotną akcją rozgrywającą się na ekranie (jak również z równie porywającą partyturą Alexandre'a Desplata).

M. Gustave H. i młody Zero

Wcześniejsze filmy Andersona zawierały sporo narracji lektorskiej, ale żadna z nich nie została uwzględniona całkiem tyle – w połączeniu z gęsto upakowanym (i autosatyrycznym) dialogiem intelektualnym – jako Wielki hotel w Budapeszcie . Na szczęście znakomita obsada reżysera z łatwością radzi sobie z wyzwaniami stawianymi przez scenariusz. Wielu z drugoplanowych aktorów (Willem Dafoe, Harvey Keitel, Jeff Goldblum i Adrien Brody to w zasadzie wierzchołek góry lodowej) grało już wcześniej w kinie Andersona, więc doskonale wiedzą, jak się dobrze bawić przebierając i będąc kreskówkowo poważnym – tak jak wszyscy bawią się w jednym z pomysłowych domków dla lalek reżysera.

Na czele szarży stoi Ralph Fiennes, w roli, którą odgrywa z zaraźliwym zapałem i namacalną radością. Fiennes i znacznie młodszy Tony Revolori – który nie daje sobie rady ze swoim doświadczonym partnerem – grają postacie, które sprawiają wrażenie, że można je odczytać jako dwie połówki mózgu Andersona; Fiennes jako Gustave jest kapryśny i oldschoolowy, choć czasami nie może się oprzeć brutalnemu zrzuceniu bomby S lub F (z bardzo zabawnym skutkiem), podczas gdy Revolori jako Zero jest z szeroko otwartymi oczami, ale co zrozumiałe, niepewnym siebie i chłopięcym sposób myślenia. Przyjaźń tej pary jest tym bardziej zabawna – i więcej niż trochę wzruszająca, na swój szczególny sposób.

Wyróżniki wśród Wielki hotel w Budapeszcie W drugoplanowej obsadzie znaleźli się Saoirse Ronan w roli kochającej książki i pieczącej delikatesy Agathy; niewielu ludzi, którzy obejrzą ten film, z pewnością uzna jej osobowość za mniej ujmującą niż młoda Zero w filmie. Tymczasem lista świetnych aktorów charakterystycznych, którzy pojawiają się w całym filmie, jest zdumiewająco długa – są wśród nich Bill Murray (oczywiście), Tom Wilkinson, Jude Law, Jason Schwartzman, Bob Balaban, Edward Norton i F. Murray Abraham. Niemniej jednak, nie ma ani jednego elementu tej skomplikowanej układanki, który sprawiałby wrażenie, jakby został umieszczony w niewłaściwym miejscu.

Podsumowując, miernik Wesa Andersona podkręcony do 10 cali Wielki hotel w Budapeszcie sprawia, że ​​film jest wspaniałą celebracją wszystkiego, za czym opowiada się twórca i co jest bliskie jego sercu – chociaż to samo przyzwolenie na artystyczne pobłażanie jest powodem, dla którego film nie osiąga statusu nowoczesno-klasycznego… i czyni go daleko, daleko nie jest tytułem powszechnie godnym polecenia. Jeśli jednak oglądanie Wesa Andersona i jego przyjaciół pogrążonych w smutku brzmi dla ciebie dobrze, to zdecydowanie powinieneś zatrzymać się w najlepszym hotelu w Żubrówce.

Jeśli nadal nie jesteś zdecydowany, oto zwiastun Wielki hotel w Budapeszcie :

____________________________________

Wielki hotel w Budapeszcie jest obecnie odtwarzany w limitowanej wersji kinowej. Trwa 100 minut i ma ocenę R ze względu na język, kontekst seksualny i przemoc.