Bena Afflecka Ordynans nigdy do końca nie zadziałał – częściowo ze względu na jakość, której brakowało jego wersji krzyżowca w pelerynie, ale co było łatwo widoczne w Batmanie Tima Burtona, Michaelu Keatonie. Affleck po raz pierwszy zagrał Batmana w polaryzacji Zacka Snydera Batman V Superman: Świt sprawiedliwości . Jego Batman był muskularnym siniakiem, a Affleck miał tyle mięśni do roli, że ledwo mieścił się w eleganckich garniturach Bruce'a Wayne'a. Nikt nigdy nie wyglądał bardziej jak Batman wyskakujący ze stron komiksu niż Affleck.
A jednak budowa ciała kulturysty nie sprzyjała mu w tej roli. Poza faktem, że podważyło to wiarygodność, że większość ludzi nie byłaby w stanie zrozumieć, że potężnym miliarderem był Batman, podważyło to również fakt, że Batman ubiera się tak, jak robi, aby dodać warstwę zastraszenia. Bruce Wayne z Afflecka byłby równie onieśmielający w czarnej masce narciarskiej. I chociaż Batman jest powszechnie znany jako tak mądry, jak silny, sposób, w jaki Lex Luthor łatwo nim manipulował, doprowadzając do konfliktu z Supermanem, sprawił, że wyglądał trochę jak wielki, głupi sportowiec. Żadna ilość montaży treningowych nie byłaby w stanie zatuszować faktu, że Batman Afflecka został całkiem nieźle przepracowany przez smętnego Luthora Jessego Eisenberga.
Powiązany: Justice League: Gdzie są inni bohaterowie podczas Knightmare Batmana
Z kolei Tim Burton obsadził Michaela Keatona w roli Batmana po części dlatego, że był tak niekonwencjonalnym wyborem na superbohatera. Keaton nie był chudy, ale był szczupły i miał tylko 1,5 metra wzrostu, co nie było sylwetką, jaką można by sobie wyobrazić dla ikony komiksu. A jednak Keaton stał się naprawdę przerażający, kiedy założył pelerynę i kaptur, co było imponującą przemianą, do której żaden Batman na żywo nie zbliżył się od tamtej pory. Największym atutem tego Batmana był jego mózg, a nie muskulatura, więc nadrobił ten brak brutalnej siły, zaszczepiając strach, bardziej gibki ninja niż wojownik na pięści.
To prawdopodobnie nie przypadek, że Bruce Wayne Afflecka jest prawie całkowicie niezdefiniowany. Pijany playboy, którego przedstawia światu, jest pustą fasadą, a jego prywatne chwile są całkowicie zdominowane przez jego życie jako Batmana. Keaton wykonuje zgrabną sztuczkę, będąc równie interesującym jak Bruce Wayne i Batman. Bruce Wayne grany przez Keatona był neurotyczny, ekscentryczny, a nawet trochę romantyczny, a wszystko to sprawiało wrażenie autentycznego; jego Bruce Wayne nie był tylko konstruktem do ukrycia Batmana, był w pełni zrealizowaną postacią samą w sobie.
Jak na ironię, istnieje co najmniej niewielka szansa, że Batman Afflecka i Keatona spotkają się w nadchodzącym filmie Flash, ponieważ obaj aktorzy mają się pojawić, prawdopodobnie po raz ostatni w tej roli. Gdyby mogli wymieniać banknoty nietoperzy, Keaton Ordynans miałby kilka rzeczy do nauczenia Afflecka.
Dalej: Batman naprawia błąd Gotham w Trylogii Mrocznego Rycerza