Recenzja Domu Diabła

Jaki Film Można Zobaczyć?
 
Opublikowano 11 listopada 2009

Dom diabła Ti Westa to trzymający w napięciu i naprawdę przerażający hołd dla horroru z lat 80., który trafia w niemal wszystkie właściwe tony.










Recenzje Roba Frappiera z MapleHorst Dom Diabła



Zobaczmy, czy to brzmi znajomo: atrakcyjna i sympatyczna studentka z college'u podejmuje pracę jako opiekunka do dziecka w skrzypiącym starym domu, mimo że wiemy (i ona wyczuwa), że szykuje się coś przebiegłego. Jeśli myślisz sobie: „Byłem tam, zrobiłem to”, mimo wszystko radzę ci kontynuować czytanie.

Podczas gdy Ti West Dom Diabła może brzmieć znajomo, ale mocne połączenie napięcia, grozy i brutalności filmu jest warte swojej ceny wstępu.






Choć fabułę już trochę nakreśliłem, pozwólcie, że dodam jeszcze kilka szczegółów. Samantha (w tej roli nowicjuszka Jocelin Donahue) potrzebuje szybkiej gotówki, aby wyprowadzić się z pokoju w akademiku i przenieść się do własnego mieszkania. Idąc po kampusie, widzi ogłoszenie o opiekunce do dzieci i decyduje, że może to być łatwy sposób na zarobienie pieniędzy. Po dotarciu do domu, który jest schowany głęboko w lesie i przypomina Horror Amityville , Sam spotyka swojego pracodawcę, uprzejmego, choć nieco złowrogiego pana Ulmana (w tej roli zawsze świetny Tom Noonan).



W tym momencie Sam dowiaduje się, że nie będzie dokładnie opiekowała się dzieckiem, ale zamiast tego opiekuje się starszą matką Ulmana. Chociaż stara się uchylić od tej pracy, Ulman oferuje jej zbyt dużo pieniędzy, aby mogła się oprzeć, a ona zostaje, wbrew ostrzeżeniu swojej przyjaciółki Megan (Greta Gerwig). Podobnie jak Megan, my, widzowie, wiemy, że Sam popełnił błąd, sama zdaje sobie z tego sprawę, węsząc po domu. Dość powiedzieć, że Ulmanowie mają plany wobec młodego Sama i jak wyraźnie wskazuje tytuł, wiążą się z Diabłem. Och, czy wspominałem, że jest zaćmienie Księżyca? Z pewnością domyślasz się, co czeka Sama.






Dom Diabła to powrót do prostszych czasów horroru. Od rekwizytów odpowiednich do epoki (wielkich rozmiarów walkmany, telefony z tarczą obrotową itp.) i ziarnistej taśmy filmowej, po niesamowitą ścieżkę dźwiękową z ciężkim syntezatorowym rockiem i oszczędnymi, a jednocześnie groźnymi skrzypcami i fortepianem, film autentycznie naśladuje wygląd i dźwięk horroru z początku lat 80. Jednak podczas gdy inni reżyserzy mogliby wykorzystać lata 80. jako pretekst do uczynienia swojego filmu tandetnym, Ti West rozumie, że najlepszą rzeczą w horrorze z lat 80. nie była jego tandeta, ale raczej nacisk na powolne napięcie.



Do tego film toczy się w zabójczym tempie (i mówię to w najlepszy możliwy sposób). Kiedy błąka się po domu, robiąc pozornie normalne rzeczy (napełnianie butelki z wodą, czytanie książki), West trzyma twarz Sama w szczelnym kadrze, oszukując widzów, by myśleli, że coś może się wydarzyć za każdym razem, gdy odwróci głowę. Kiedy nie jesteśmy w ciasnych kadrach, West decyduje się na szerokie ujęcia, w których kamera porusza się na tyle wolno, że mamy wrażenie, że ktoś może obserwować Sama z cienia. To potężna mieszanka kinematografii, która trzyma cię w napięciu. W miarę jak noc mija, a Sam wpada w coraz większą paranoję w związku ze swoją sytuacją, my jesteśmy tam, gdzie ona ściska nasz wyimaginowany nóż, aby odeprzeć nieuchronnie krwawe zakończenie.

A skoro mowa o zakończeniu, może to być jedyna część filmu, która nie działa do końca perfekcyjnie. Nie zrozumcie mnie źle, zakończenie jest nadal bardzo przerażające (i bardzo krwawe), ale po 70 minutach mrożącego krew w żyłach napięcia niemal niemożliwe jest sprostanie wyczuciu strachu widza. Warto zauważyć, że pod koniec filmu następuje zasadnicza zmiana stylistyczna, faworyzująca intensywne efekty wizualne i drżące zdjęcia w porównaniu z poprzednią pracą kamery, co pokazuje, że West potrafi używać kamery zarówno jako narzędzia wprowadzającego nas w film, jak i dławiącego nas, gdy już tam będziemy. Pomimo bardzo niewielkiego rozczarowania na końcu filmu (a naprawdę jest ono niewielkie), West pracuje nad satysfakcjonującym, choć w pewnym stopniu przewidywalnym zwrotem akcji w ostatniej scenie, która sprawi, że mimowolnie się uśmiechniesz.

Dla niektórych miłośników horrorów – najprawdopodobniej fanów niezwykle brutalnych remake’ów slasherów, takich jak Rob Zombie Halloween - Dom Diabła może być zbyt powolny i mieć zbyt mało przemocy. Jednak purystom gatunku niewiele rzeczy może się w tym filmie nie podobać. Mogę mieć tylko taką nadzieję Dom Diabła , wraz z intensywnie rozrywkowym latem tego roku Przeciągnij mnie do piekła i mały niezależny gracz, który może Aktywność paranormalna , reprezentują niewielką zmianę w sposobie, w jaki Hollywood myśli o horrorze.

Dom Diabła w kinach od 30 października, choć od początku października film jest dostępny w Amazon Video i innych serwisach On Demand. Jeśli masz taką możliwość, polecam obejrzenie tego filmu w kinach. Zdjęcia, oprawa graficzna i dźwiękowa są zbyt dobre, żeby je marnować na małym ekranie.