Brandon Routh powraca jako kolejny komiksowy bohater filmu „Dylan Dog: Dead of Night”. Ale czy film zapewnia dobrą zabawę, czy po prostu kolejną bezduszną historię?
Recenzja Screen Rant's Ben Kendrick Dylan Dog: Dead of Night
Letni przebojowy sezon filmowy 2011 jest pełen komiksowych adaptacji: Thor , X-Men: pierwsza klasa , Kapłan , Kapitan Ameryka: Pierwszy Mściciel , i Zielona Latarnia . Jednak w filmie-scape wypełnionym znanymi komiksowymi właściwościami, mniej znany bohater pojawił się już tego lata na dużym ekranie: badacz zjawisk paranormalnych Dylan Dog . Dylan Dog: Dead of Night nie jest pierwszą kinową interpretacją uniwersum Dylan Dog. W 1994 roku reżyser Michele Soavi nakręcił film Śmierci miłości z Rupertem Everettem jako Francesco Dellamorte (postać poboczna z włoskiego serialu komiksowego), który ubrał się w kultowy strój Dylana Doga - choć tytułowy bohater nigdy nie pojawił się w filmie. Film otrzymał głównie negatywne recenzje w USA i za granicą.
Ponad 15 lat później reżyser Kevin Munroe ( TMNT ) i były Superman Brandon Routh ( Superman powraca ), z pomocą niezależnych wytwórni filmowych Platinum Studios i Hyde Park Films, postanowiły dać Dylan Dog wentyluje ulepszoną adaptację filmową. Robi Dylan Dog: Dead of Night uda się uchwycić biel i urok drukowanej serii, czy, podobnie jak wielu nieumarłych mieszkańców filmu, czy filmowcy powinni po prostu pozwolić bohaterowi odpocząć w spokoju?
Niestety, Dylan Dog: Dead of Night nie jest ani zabawną adaptacją postaci Dylan Dog, ani ogólnie satysfakcjonującym filmem.
Jeśli nie znasz podstaw Dylan Dog: Dead of Night Dylan Dog (Brandon Routh) jest byłym badaczem zjawisk paranormalnych mieszkającym w Nowym Orleanie, który po śmierci swojej dziewczyny (z rąk klanu wampirów) odkłada swoje mikstury oraz czerwone i czarne niewypały na korzyść normalny PI pracy - dopóki nie zbada śmierci zamożnego importera. Dylan odrzuca sprawę, ale kiedy jego przyjaciel i współpracownik, Marcus Adams (Sam Huntington), zostaje zabity przez nieumarłego potwora, badacz zostaje wrzucony z powrotem do paranormalnego biznesu - bijąc drzwi zarówno wampirów, wilkołaków, jak i zombie. wyszukiwanie odpowiedzi. Pierwsze dwie trzecie pliku Śmierć nocy fabuła jest dość zabawna - chociaż rozwój postaci, a także nadzieja na satysfakcjonującą sekwencję końcową, wychodzą przez okno przed ostatnim aktem.
Połączenie Brandona Routha i Sama Huntingtona (którzy mieli podobną dynamikę jak Clark Kent i Jimmy Olson w Superman powraca ) działa dobrze w przypadku większości filmu. Routh udaje się zaprezentować prostą, ale przyjemną grę z przymrużeniem oka jako Dylan Dog - wykonując wiele wyważonych ekspozycji (takich jak charakterystyczne oznaki włókien sierści wilkołaka) z porozumiewawczym uśmieszkiem na twarzy. Huntington jest również kompetentny jako niedawno nieumarły Marcus Allen, który spędza większość filmu, ucząc się, jak stosować się do nowo odkrytych zasad utrzymania zombie (wybielacz do zębów, robaki na obiad). Huntington sprawia, że wszystko jest lekkie - zwłaszcza w połączeniu z rozsądnym zachowaniem Dylana Doga.
Taye Diggs odnosi mniejsze sukcesy jako główny antagonista, Vargas - bezwzględny wampir z pragnieniem władzy (i krwi). Diggs ma kilka dobrych momentów w filmie, ale przedstawienie znajduje się na środku między charyzmą a karykaturą, co skutkuje szeregiem wyjątkowo płaskich spotkań. Trudno jednak winić któregokolwiek z aktorów. Nawet mocno ekspozycyjny występ Routha pomaga widzom zrozumieć skomplikowany świat nieumarłych w Nowym Orleanie - ale historia bije w końcu zawiłe interesujące relacje, a płaskie lub ogólne dialogi osłabiają jedną napiętą konfrontację po drugiej.
U podstaw programu Dylan Dog: Dead of Night - ale twórcy próbują wcisnąć w film tak dużą część komiksowego uniwersum, że trudno jest zrozumieć każdy zwrot w historii. Znaczna część filmu koncentruje się na poszukiwaniu starożytnych relikwii - których różne klany nieumarłych domagają się ochrony lub zdobycia. Pod koniec subtelności odchodzą na dalszy plan, a motywacje stają się wyraźniejsze (względnie), ale - progresja punkt po punkcie toczyła się w tę iz powrotem tyle razy, że trudno jest sobie przypomnieć, jak dokładnie ten film się tam znalazł.
Podobnie, punkt kulminacyjny wypacza wcześniejsze zasady ustalone w filmie - na rzecz próby pominięcia części odpowiedzialności za końcowe objawienia. Wszelkie wypłaty na poziomie postaci są wyrzucane przez okno, a ostatnie chwile okradają Dylan Dog z konieczności zszywania nadchodzącego kryzysu - a także stawienia czoła wszelkiego rodzaju emocjonalnym skutkom.
Dla fanów filmów o potworach z lat 80. jeden z ciekawszych aspektów Dylan Dog: Dead of Night prawdopodobnie film będzie realizacją praktycznych efektów. W świecie pełnych CGI filmów komiksowych Śmierć nocy został wyprodukowany przy skromnym budżecie - około 8 milionów dolarów. Pomimo niechlujnej historii, niektórzy fani filmu mogą uznać za zabawne obserwowanie, jak ekipa radzi sobie z ograniczeniami finansowymi, z Kryminał -jak makijaż wilkołaka i szereg transformacji, które zachodzą, gdy zamiatająca kamera jest zasłonięta na sekundę. Chociaż efekty z pewnością zniechęcą kinomanów szukających przygody na równi z epicką skalą oczekiwaną w obecnym krajobrazie komiksowym, dla niektórych fanów filmu Śmierć nocy mógłby być wystarczająco przyjemnym powrotem do filmów akcji z potworami z końca lat 80-tych i wczesnych 90-tych - zanim CGI sprawiło, że digitalizacja stworzeń byłaby tańsza.
W końcu, chociaż jest mało prawdopodobne, aby zaspokoił gusta fanów szukających letniego przeboju pełnego akcji, para przyjemnych występów Routha i Huntingtona zapobiega Dylan Dog: Dead of Night przed całkowitym wyrzuceniem. Jednak chemia pary nie może nadrobić niezwykle zawiłej i przeważnie bezdusznej historii - nawet gdy wokół biegnie gigantyczny zombie.
Jeśli nadal jesteś na płocie Dylan Dog: Dead of Night zobacz zwiastun poniżej:
httpv: //www.youtube.com/watch? v = 7vt4VA-6Zqc
Obserwuj mnie na Twitterze @ benkendrick - i daj nam znać, co myślisz o filmie poniżej.
Dylan Dog: Dead of Night gra obecnie w kinach.